Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracuje nad wyznaczeniem listy złóż o charakterze strategicznym, aby zabezpieczyć możliwość wydobycia surowców o szczególnym znaczeniu dla gospodarki. Co to oznacza dla obywateli i obywatelek?
W wielu przypadkach konieczność „wprowadzenia zakazu trwałej zabudowy lub zakazu innego zagospodarowania wyznaczonego obszaru złoża strategicznego w sposób, który wyłączyłby możliwość zagospodarowania tego złoża” – jak czytamy w ustawie. W takiej sytuacji jeśli mamy działkę, a pod nią złoże strategiczne, to nic na niej postawić nie możemy.
Jak pisze OKO.press, „polskie władze od lat, niezależnie od znajdującej się u władzy opcji, planują odejście od węgla”.
„Jednocześnie zabezpieczają sobie opcję zakazu zabudowy tam, gdzie węgiel się znajduje. Bo może nie mamy w planie go wydobywać, ale uznajemy jego złoża za strategiczne. A jeśli resort klimatu będzie chciał zabezpieczyć złoże węgla brunatnego, nie będzie miał opcji poza zakazem zabudowy. Surowiec ten wydobywa się metodą odkrywkową – a więc tworząc gigantyczną dziurę w ziemi i odwadniając okoliczny teren” – czytamy.
Sprawę dla OKO.press komentuje Miłosz Jakubowski z Fundacji Frank Bold:
„Cała ta historia jest absurdalna: ustawa została przyjęta pod koniec rządów PiS, w czerwcu 2023 roku, potem zawetowana w Senacie przez ówczesną koalicję senacką. Wróciła do Sejmu, senackie weto zostało odrzucone, ale budziła ogromny sprzeciw – nie tylko środowisk samorządowych i organizacji pozarządowych, ale także ówczesnej opozycji” – mówi Jakubowski.
Głównym problemem decyzji uznających złoża za strategiczne jest całkowity brak transparentności – niejasne przesłanki, brak udziału stron innych niż przedsiębiorcy górniczy (pomija się nawet właścicieli nieruchomości, których taka decyzja wprost dotyczy), brak jakichkolwiek odszkodowań za ograniczenia w zagospodarowaniu tych nieruchomości. Obowiązywanie tych przepisów od ponad dwóch i pół roku pokazuje ogrom hipokryzji obecnej ekipy rządzącej.
„Kiedy ta opozycja wygrała wybory i zaczęła rządzić, myśleliśmy, że ustawa zostanie uchylona lub istotnie zmieniona. Nic takiego się nie stało w pierwszych miesiącach rządów. Potem, w kwietniu 2024 roku, pojechaliśmy na spotkanie z ministrem Krzysztofem Galosem, głównym geologiem kraju. Przyjechali przedstawiciele kilku organizacji pozarządowych, mocno zaangażowanych w temat, ale przede wszystkim przedstawiciele gmin. Podczas tego spotkania padł szereg postulatów”.
„To, co nas zszokowało, to odpowiedź urzędników z Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Stwierdzili, że złoża koniecznie trzeba chronić. Nagle przepisy, które przed wyborami określano jako zamach na prawa właścicieli nieruchomości i władztwo planistyczne gmin, stały się niezbędne dla funkcjonowania państwa” – mówi prawnik.
Ochrona złóż sięga dużo dalej
Opisany wyżej problem to jedynie czubek góry lodowej. W rzeczywistości ochrona złóż obejmuje obecnie wszystkie udokumentowane złoża kopalin, bez względu na to, czy zostały uznane za strategiczne. Uchwalenie planu miejscowego, a także wydanie decyzji o warunkach zabudowy na obszarze, gdzie występują udokumentowane złoża kopalin wymaga bowiem uzgodnienia z właściwym organem. W przypadku złóż kopalin objętych tzw. własnością górniczą Skarbu Państwa (czyli większości istotnych surowców, takich jak surowce energetyczne, czy rudy metali), uzgodnienia dokonuje Minister Klimatu i Środowiska. I w wielu przypadkach takiego uzgodnienia odmawia, co w praktyce oznacza brak możliwości jakiejkolwiek zabudowy, nawet w ramach np. istniejącego już gospodarstwa rolnego.
„To jest największa patologia systemu, która się utrzymuje. I to jest coś, na co najbardziej narzekają samorządowcy. Przynajmniej gdybyśmy mieli sensowny rejestr złóż strategicznych, mielibyśmy jasną sytuację – zamknięty katalog złóż podlegających ścisłej ochronie, w tym zakresie wiedzielibyśmy, na czym stoimy” – wyjaśnia Jakubowski.